poniedziałek, 21 marca 2016

24. "Linia serc" - Rainbow Rowell




Tytuł polski: Linia serc
Tytuł oryginalny: Landline
Autor: Rainbow Rowell
Data wydania: 3 lutego 2016
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 384
Kategoria: New Adult, Obyczajowa

Język: Polski
 





Moja ocena: 4/10



"Naprawdę. Możesz mnie mieć, jeśli chcesz. Ponieważ uwielbiam marzyć i uwielbiam spełniać swoje marzenia, a najbardziej w świecie marzę o tobie. Naprawdę, naprawdę, naprawdę."


Po sukcesie i genialności "Fangirl", autorstwa Rainbow, dla tej książki poprzeczkę postawiłam bardzo wysoko i niestety, po przeczytaniu stwierdzam, że chyba jednak zdecydowanie za wysoko.

Z reguły nie czytam książek, w których bohaterowie są niewiele młodsi od moich rodziców, bo po prostu do mnie nie trafiają. Jednak po ogromnej promocji tej książki, i magicznemu "Rainbow Rowell" na okładce dałam jej szansę.
Niestety, z bólem serca stwierdzam, że się po prostu zawiodłam. Tak naprawdę nie wiem, co jest tego przyczyną, czy wyżej wspomniana, wysoko zarzucona poprzeczka, czy fakt, że po prostu nie potrafię zrozumieć takich książek (ale czytałam już takie i nawet mi się podobały).

Okładka, kolory, obrazki, nawet nazwa, wszystko to sprawia, że chcemy ją przeczytać. Na mnie zadziałała jeszcze data wydania polskiej wersji w moje urodziny.
 No i czytam, no i leci. Pierwsza strona, dziesiąta, dwudziesta, sto dwudziesta, a ja ciągle zadaję sobie pytanie - "Gdzie jest ta akcja?".

Zacznijmy jednak od początku.
Główni bohaterowie to Georgie (matka, żona, scenarzystka, poświęcająca siebie i rodzinę dla pracy przy produkcji seriali, no i wieczna maruda, ale tego nie mamy w oficjalnym opisie) i Neal (kura domowa, zajmująca się dziećmi, pan chodząca pretensja, czego też nie mamy w opisie). Na święta całą rodziną mieli wybrać się do rodziny Neala, ale Georgie musi (jak zawsze) pozostać w mieście, bo razem ze swoim najlepszym przyjacielem i współpracownikiem Sethem (liczyłam na jakiś trójkąt miłosny, ale no cóż) mają stworzyć swój własny serial.
Neal postanawia wyjechać sam z dziećmi, a Georgie pozostaje w Los Angeles.

O czym będzie ta książka? - Możecie zapytać.
Tak właściwie to sama nie wiem i próbowałam dojść do tego przez dobre trzy czwarte książki. Książka dzieli się na dni, i rozdziały do każdego przeżywanego przez nich dnia. Pisana jest oczywiście z perspektywy Georgie, więc nie mamy pojęcia, co siedzi w głowach pozostałych bohaterów.
Jednak do rzeczy.
Neal zachowuje się jakby ją porzucił. Myślałam sobie "No to będzie akcja, może ktoś się pojawi, może jeden za drugim pojedzie przez cały kraj, może rozstaną się na dobre i znajdą kogoś nowego?". Tak właściwie myślałam cały czas, z każdą jednak stroną moja nadzieja malała.

Książka ta, to nic innego jak ich rozmowy telefoniczne (gdy tylko książę Neal raczy odebrać), i to nie zwykłe rozmowy przez komórkę. Są to rozmowy przez "magiczny" żółty telefon ze starego pokoju Georgie, przeplatane jedynie chwilami z życia Georgie między rozmowami telefonicznymi z mężem. Kobieta ma wrażenie, że rozmawiając przez ten właśnie telefon z Nealem, nie rozmawia z "obecnym" nim, a jego wersją z przeszłości i cały czas wariuje bo boi się, że zepsuje coś teraz, co będzie miało wpływ na czas przeszły.
Tak. Też szukałam w tym sensu.

Generalnie główna bohaterka fajna była na początku, z czasem zaczęła robić z siebie furiatkę i to taką w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie pracowała, bo tylko pilnowała telefonu, rozpamiętywała przeszłość, do innych była opryskliwa (biedny Seth, na jego miejscu już dawno kopnęłabym ją w tyłek, z resztą jej siostrze też się obrywało, np gdy śmiała odebrać żółty telefon, no przestępstwo normalnie). Była okropnie zaborcza jeśli chodzi o odbieranie telefonów od Neala. Jeśli dzwonił, a ona jeszcze nie była przy żółtym telefonie, to kazała nikomu absolutnie nie rozmawiać z nim, jedynie pilnować telefonu do momentu, aż ona odbierze.
Mówię serio.

Właściwie ta książka jest zbiorem takich absurdów i sytuacji, które autorka usiłowała przemienić ze zwyczajnych w niezwykłe. Akcja jako tako rozwija się dopiero pod koniec książki, ale nie jest to nawet akcja na miarę "akcji" z innych książek. Od taki chwilowy rozwój wydarzeń.

"Najlepsza historia miłosna od czasu wynalezienia telefonu"? Jak głosi napis na okładce?
Raczej nie.

Przez jakiś czas na pewno będę miała swoistą awersję do innych książek tej autorki.

Moja ocena? Słabe 4/10
Czy polecam? Nie

poniedziałek, 7 marca 2016

23. "Obsesja" - Jennifer L. Armentrout




Tytuł polski: Obsesja
Tytuł oryginalny: Obsession
Autor: Jennifer L. Armentrout
Data wydania: 17 lutego 2016
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 391
Kategoria: Romans, Fantastyka, Science Fiction, Paranormal Romance, New Adult

Język: Polski
 





Moja ocena: 6,5/10



"Nawet, gdyby moje życie nie było totalnym chaosem i gdybyśmy się spotkali w innych okolicznościach, ciągle byłby rodzajem faceta- cóż, kosmity- który zostawia za sobą złamane serca w całym kraju."

Zabierałam się za tę książkę od dawna, tak naprawdę jeszcze za czasów, gdy była tylko wersja angielska. Po przeczytaniu serii Lux bardzo ciekawiły mnie losy Huntera i Sereny, których poznajemy w ostatnich tomach, którzy pojawiają się wcześniej tylko epizodycznie. No bo jak to, człowiek chciałby być z takim potworem jakim jest Arumianin? Przecież to Luksjanie byli tymi "lepszymi", to o nich marzyliśmy czytając serię "Lux". Jak możemy ich lubić, skoro poznaliśmy ich jako tych "be"?
Później dowiedziałam się o Polskiej premierze, i w dniu wydania wybrałam się do Matrasa po swój egzemplarz.

Pierwsze wrażenie to fakt, że autorka powinna była napisać tę książkę pod pseudonimem "J.Lynn", pod którym pisze takie właśnie romanse New Adult. Bo o ile jeszcze, w serii Lux, wszystkie sceny romantyczne były napisane typowo pod odbiorców Young Adult, tak tu poszła na całego, i spodziewać możemy się zupełnie plastycznych opisów ich zbliżeń, i romantycznych epizodów.
Przeszkadzał mi trochę fakt, że Hunter średnio co dwie strony wspominał o tym, jaki jest "twardy" patrząc na Serenę, ale nie wiem dlaczego mi to przeszkadzało, czy przez ilość takich scen, czy raczej przez fakt, że przyzwyczaiłam się do "łagodniejszego" świata kosmitów przy czytaniu "Obsydiana" i pozostałych tomów.

Zacznijmy jednak od początku. Jeśli czytaliście serię Lux (a nie musicie jej znać, żeby zrozumieć tę książkę, bo autorka, na bieżąco wszystko tłumaczy), będziecie wiedzieć, że Hunter jest Arumianinem, oraz będziecie wiedzieć, co ten termin oznacza. Ucieszy Was też zapewne fakt, że Daemon (bardzo epizodycznie) pojawia się w książce, i scenę z Lux, możemy tu zobaczyć "z drugiej strony". Poza tym, główna bohaterka Serena niemal ginie, tak jak jej przyjaciółka, gdy dowiaduje się zbyt dużo, a Hunter zostaje zatrudniony po to, by ją chronić.

Nie powinien dziwić Was fakt, że coś między nimi zaczyna się dziać, bo właściwie o to w tym wszystkim chodzi.
Na początku mamy kłótnie, ucieczki, niespodziewanych gości i typowo waleczne nastawienie naszych głównych bohaterów. Z czasem dzieje się między nimi co raz więcej, a Hunter nie jest już pewny, czy chroni ją dlatego, że musi, czy dlatego, że chcę.

Serena ani Hunter nie są postaciami, które będę wspominać. Nie zrobili na mnie wrażenia, nie ma cytatów które chciałabym wypisać (za to z cytatów Daemona z samego "Obsydiana" można by zrobić osobną książkę). Nijako. Bardzo.

Co do relacji głównych bohaterów, to oczekiwałam czegoś zbliżonego, do tego, co łączyło Kat i Daemona, a dostałam troszkę infantylny romans z małą ilością akcji (bo była jedna, pod koniec, na, bo ja wiem? 4 strony?) i dodatkiem głupiutkiej bohaterki z dość niskim IQ. Poza tym, gdy już się rozkręcą mamy seks średnio co kilka stron, co też trochę mnie denerwowało (a przecież czytam romanse i erotyki, więc coś tu jest nie halo). Czytając, że ma on ją chronić, oczekiwałam akcji, skradających się wrogów do domu, czy ukrywających się w każdym rogu, gdy go opuszczają. Oczekiwałam takiej akcji  jak w serii Lux i tym się zawiodłam, bo tam, gdzie każdy tom serii Lux oceniałam 10/10, bo po przeczytaniu, nie mogłam się doczekać, aż złapię kolejny tom, tak tu było mi to obojętne.

Odkładam na półkę i nie sądzę, żebym kiedykolwiek miała do tej historii wrócić.

Moja ocena? - 6,5 - Bardzo słabe. Pół oceny za pojawienie się Daemona (bo chyba wtedy najbardziej przeżywałam tę książkę, bo liczyłam na trochę większy jego udział), i za pojawienie się Luca, bo uwielbiałam go w "Lux"

Czy polecam? Nie wiem. Generalnie nie, ale jeśli nie macie pomysłu co przeczytać i potrzebujecie zapychacza, to tak.

wtorek, 16 lutego 2016

22. "Kuracja samobójców" - Suzanne Young





Tytuł: Kuracja samobójców
Tytuł oryginalny: The Treatment
Autor: Suzanne Young
Data wydania: 13 stycznia 2016
Wydawnictwo: Feeria Young
Liczba stron: 448
Kategoria:Young Adult
Seria: Program (część 2)


Język: Polski


 
 
Moja ocena: 8/10 




"Program sprawił, że stali się innymi ludźmi. Uleczył ich, a równocześnie zniszczył."

"Odtwarzałam to wspomnienie raz za razem w moim umyśle, jakby było smutną piosenką, która choć rani, to dodaje otuchy i wydaje się znajoma."

Ten tom szedł mi bardziej opornie niż poprzedni, ale może to ze względu na brak czasu, lub lekko nudny początek. Może powodem była doprowadzająca mnie do szału główna bohaterka i jej mdły, jak zupa ze słoiczka dla dzieci, związek z Jamesem. Zacznijmy jednak od opisu.

W tym tomie, Sloane i James, po tym, gdy poznają się na nowo, i dowiadują się odrobinę o swojej przeszłości uciekają przez programem razem z buntownikami.
Sloane ukrywa jednak tajemnicę, którą dzieli się tylko z ukochanym.
Jako jedyna jest w posiadaniu jedynej dawki tabletki która może przywrócić wszystkie wspomnienia, jak zapewne pamiętacie z poprzedniego tomu, dostała ją od Realma, który poświęcił możliwość odzyskania własnych wspomnień, po to, aby taką szansę uzyskała jego ukochana Sloane (później okazuje się, że Realm trochę kręcił, ale i tak go uwielbiam). Uciekają razem z Dallas, Casem i Lacey z miejsca na miejsce, nie chcąc wpaść w szpony programu, który już raz odebrał im wszystko co dla nich najcenniejsze. Teraz są tropieni przez cały kraj. Uciekinierzy z billboardów. Sami zobaczycie co się stanie, a stanie się naprawdę wiele.

Zacznę nietypowo, bo od wyjaśnienia, dlaczego daje tyle punktów. Dałabym 9, ale odjęłam jedną gwiazdkę za postać Sloane.
Chryste, ta dziewczyna doprowadzała mnie szaleństwa, i to nie w pozytywnych tego słowa znaczeniu.
Była zaślepioną egoistką, która po programie jakby wyłączyła mózg. Obwiniała cały świat, za coś, przez co nie tylko ona przechodziła (bo jak wiemy, nie była wyróżniona, nie tylko ona trafiła do ośrodka), w dodatku uważała że należy się jej wszystko, nie ważne co stanie się z innymi. Idealnym przykładem był Realm. Zakochany w niej do szaleństwa zrobiłby dla niej wszystko. Co z tego, że miał trochę za uszami. W tym świecie każdy coś miał na sumieniu. Był agentem, ale jaki miał wybór? Co ją to jednak obchodzi, przecież została skrzywdzona przez program (w którym ratował ją Realm, ale co tam). Miała swoje przebłyski normalności i tej ciekawszej Sloane z pierwszego tomu, ale tu, miałam ochotę przewracać strony na których się wypowiadała.

Jej związek z Jamesem był tak mdły i nudny, że za to usunęłam kolejną gwiazdkę z mojej oceny. Wiedziałam, że nawet jeśli autorka planuje zakończyć trylogię na tym, że Sloane będzie z Realmem, to w drugiej części na pewno przeczytam mnóstwo wątków, gdzie Sloane jest z Jamesem, a Realm jest tym trzecim. Liczę na to, że właśnie tak zakończy się trylogia, bo bez tego, będzie tylko co raz bardziej mdło.
Liczyłam na jakieś zwroty akcji w tym związku. Rozstania i powroty, ciekawe kłótnie. Może zdrada. Cokolwiek, co nadałoby temu trochę pikanterii. Nie mamy jednak nic oprócz chwilowej akcji (nie zdradzę co, bo przez tak małą ilość takich sytuacji, nie miałoby to sensu). Mamy za to mnóstwo przesłodzonych i mdłych dla czytelnika czułych słówek i gestów w ilości do znudzenia. Liczę na jakąś poprawę w tej kwestii w trzecim tomie.

Co do reszty. Bardzo ciekawie. Opisy ucieczek, ukrywania się, miejsc w których przebywali. Bardzo realistyczne i dobrze opisane. Plus za zaskakujące nowe postacie, Dallas i Casa. Planowanie, kombinowanie, przemieszczanie się. To wszystko dodawało dreszczyku, bo nie wiedzieliśmy czy zaraz nie zostaną złapani.

Największym jednak zaskoczeniem dla mnie było zakończenie. Nie ze względu na to JAK to zakończenie wyglądało, a fakt, że zostało tak utworzone, że spokojnie, można by zakończyć trylogię na tym tomie (nie zakończyłoby się tak, jak bym chciała, ale właśnie tak autorka to napisała). Mamy epilog z opisem "pół roku później" i gdyby nie fakt, że na odwrocie okładki jest napisane, że kolejny tom już wkrótce, pomyślałabym, że to koniec tej historii. Cieszę się, że to nie zakończenie, bo jak wspomniałam chwilę temu, nie byłoby tak, jakbym chciała to zakończyć. Mam nadzieje, że chociaż kilka z moich cichych marzeń dotyczących tej serii spełni się.
Choćby fakt, że shippuje Realma ze Sloane (mimo, że mnie wkurza).
Właściwie gdybym chciała być dokładna powiedziałabym że zakończenia mamy tu dwa. Pierwsze o którym napisałam wyżej, oraz drugie, które pokazuje nam pokutującego Realma. Tak jak wspomniałam, nadawałoby się to na całkowite zamknięcie tej historii, ale jednak czuję niedosyt.

Podsumowując. Moja ocena - 8/10
Czy polecam? Jako kontynuacje tej serii, owszem.


sobota, 6 lutego 2016

21. "Ponad wszystko" - Nicola Yoon




Tytuł: Ponad wszystko
Tytuł oryginalny: Everything, Everything
Autor: Nicola Yoon
Data wydania: 18 maja 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 328
Kategoria: Young Adult
Język: Polski






Moja ocena: 7/10




"Maybe growing up means disappointing the people we love."


Debiut Nicoli Yoon okazał się być moim zdaniem bardzo udany, a okładka, okazuje się bardzo nawiązywać do tego co znajdziemy w środku. Bardzo podoba mi się również fakt, że nie zmieniła się w stosunku do oryginalnej. Nie jest to książka, która zostanie w moich myślach na dłuższy czas, ani nie zmieniła mojego życia. Na pewno nie mam również w planach ponownego jej czytania, ale mimo wszystko uważam ją za całkiem dobrą lekturę.

Zacznijmy jednak od początku.

W tej historii poznajemy osiemnastoletnią Madeline, która ma alergie dosłownie na wszystko, a mówiąc na wszystko mam na myśli: 
ABSOLUTNIE WSZYSTKO

Żyje zamknięta w "bańce", czy raczej w klatce z filtrowanym powietrzem. Każda nowa osoba (a jest ich niewiele) musi przejść specjalną formę odkażania (kojarzycie filmowe tuby powietrzne, podczas panujących pandemii, gdy lekarze są spryskiwani potem specjalnymi środkami? To coś tego rodzaju). Dziewczyna żyje w białym pokoju, a jej jedyną rozrywką są książki, których czyta wiele, które są nawet specjalnie dla niej pakowane, tak, aby nic niepożądanego nie dostało się przez książki do jej sterylnego świata. Książki te, mają zastąpić jej życie którego sama nie ma. Było dobrze dopóki do domu obok nie wprowadziła się nowa rodzina, z rodzeństwem. Jednak to tylko syn jest tym ważnym dla historii. Zaczyna wchodzić do białego, sterylnego świata Maddie. Zaczyna się od wiadomości i maili. 

Zastanawiacie się pewnie, czy nasi milusińscy się spotkają, tak twarzą w twarz? Nie zaspoileruje mówiąc, że tak, bo to jest do przewidzenia, bez tego tak naprawdę nie byłoby historii. Tylko jak ma się spotkać zupełnie zdrowy chłopak z dziewczyną z alergią na świat?

To musicie przeczytać.

Powiem jedno. Takiej książki jeszcze nie było. Tematyka na prawdę na plus. Young adult bez wzorcowego poznania się w szkole, bad boya i wzorowej uczennicy. Miłe zaskoczenie i odskocznia od jednego z moich ulubionych typów książek (choć nadal mam słabość do książkowych niegrzecznych chłopców).

Zwrot akcji pod koniec książki sprawi, że szczęki opadną wam mniej więcej do podłogi i będziecie pytać siebie - "jakim cudem???". W każdym razie ja właśnie tak wyglądałam dochodząc do tego momentu.

Oprócz niezwykłej okładki i jeszcze lepszej zawartości, uwagę przyciągać może niecodzienne jej napisanie.

Teraz pewnie zastanawiacie się co mam na myśli przez niecodzienne, więc już tłumaczę.

Otóż, rozdziały są tu króciutkie, mają od kilku linijek do mniej więcej trzech, czterech stron. Poza tym, mamy rysunki przedstawiające na przykład, screeny jej wiadomości, rysunków itp.

Świetnie napisana, ciekawy język, dobrze rozwijająca się, wciągająca akcja, mimo faktu, że cała akcja toczy się tak na prawdę, w większości w jej domu, a jak wiemy, im mniejsza przestrzeń w akcji, tym ciężej autorowi stworzyć z tego coś ciekawego. Początek wciągnął bez reszty, później trochę (bardzo) mi się dłużyło, nie potrafiłam dobrnąć i mniej więcej w połowie zaczęło mnie wciągać od nowa. Nie tak bardzo jak na samym początku, ale jednak.
Jestem ciekawa czy będzie kiedyś na tyle popularna że trafi na polski rynek, a jeśli trafi, to mam nadzieję, że zachowają oryginalną okładkę.

Nie była to najlepsza książka jaką przeczytałam w życiu, nie jest nawet w pierwszej dziesiątce, ale mimo wszystko, uważam, że jest warta spróbowania.

Moja ocena: 7/10
Czy polecam? Jak najbardziej.


sobota, 30 stycznia 2016

20. Mara Dyer. Tajemnica. - Michelle Hodkin



Tytuł: Mara Dyer. Tajemnica
Tytuł oryginalny: The Unbecoming of Mara Dyer
Autor: Michelle Hodkin
Data wydania: 10 września 2014
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 412
Kategoria:Young Adult

Język: Polski

 
 
 
 
Moja ocena: 8/10 



"- O Boże, prześladujesz mnie jak zaraza! - warknęłam.
- Kunsztownie wymyślona, koronkowo subtelna i totalnie epicka alegoria dysonansu poznawczego - orzekł. - Cóż, dzięki. To jeden z najbardziej wyszukanych komplementów, jakie usłyszałem.
- Nie odróżniasz dżumy od cholery, Noah.
- Bo dla mnie to jedna cholera."
 
"Popatrzyłam na niego spod zmrużonych powiek:
- Jesteś straszny.
Uśmiechnął się i delikatnie musnął mnie palcem po nosie.
- A ty jesteś moja - powiedział i odszedł."
 
 Debiut Michelle Hodkin, która jak dobrze się orientuje na początku zamierzała zostać prawniczką, zwalił świat z nóg i zawładnął listą bestellerów, gdy został wydany w 2010 roku. Sama właściwie nie słyszałam o niej nigdy wcześniej. Przypadkowo wpadła w moje ręce bodajże w Matrasie we wrześniu i po tym, gdy zaciekawił mnie opis z tyłu kupiłam ją.
Później kupiłam pozostałe 2 tomy, które czekały na swoją kolej od tamtego czasu, aż zabrałam się za nią w grudniu.
Okładka szczerze trochę mnie przerażała i nie wiedziałam czego się spodziewać, po tym, gdy opisy głosiły, że książka ma w sobie trochę z thrillera i horroru. Szczerze to nie mam pojęcia gdzie tam ktoś dopatrzył się horroru, ale może to tylko moje zdanie.
 
Może zacznijmy od początku.
 
Historia zaczyna się wraz z wypadkiem Mary, w którym ginie jej chłopak i dwie przyjaciółki. Ona sama, jedyna, cudem przeżywa, i po traumatycznym dla niej dniu, chce na zawsze wyjechać ze swojego miasta, które wiąże się ze złymi wspomnieniami. Razem z całą rodziną przeprowadzają się do Miami na Florydzie, gdzie mają zacząć nowe, spokojne życie.
Jednak nie jest tak prosto. Z Marą zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Sama zaczyna przypominać sobie szczegóły wypadku, a w międzyczasie zauważa, że ludzie, którzy w jakiś sposób się jej narażają giną w niewyjaśnionych okolicznościach.
Mara poznaje również najbardziej nieodpowiedniego chłopaka jakiego mogła, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki, on również wydaje się skrywać tajemnicę.
 
Generalnie, gdy zabrałam się za ten tom nie miałam zielonego pojęcia jakiego typu jest to książka. Czy to zwykłe young adult, czy to coś z dodatkiem paranormal czy fantasy. Tak naprawdę dowiedziałam się dopiero w trakcie, bo do połowy jest to zwykłe young adult.
Całość trzyma w napięciu, nie wiemy co się stanie zaraz. Nie wiemy czy ktoś zaraz nie zginie. Nie wyjaśnione wydarzenia i historie. Początkowo nie miałam nawet pojęcia skąd to wszystko się bierze. Co to wszystko ma na celu. 
Noah jest takim typem książkowego chłopaka, którego zaczniecie uwielbiać już na pierwszej stronie na której się ukaże. Mara również zaskakuje i to nie raz. Autorka zdecydowanie odchodzi tu od schematów, co naprawdę dodaje dodatkowych punktów książce. 
Jednak jak mają do siebie trylogie, po pierwszej części o ile nie nałykamy się spoilerów nie rzucają światła na nic i wielu rzeczy nadal nie potrafię sobie wytłumaczyć i jestem ogromnie ciekawa, do czego to wszystko zmierza.
Widzę tu Young Adult, widzę tu wątki paranormalne, ale mimo tego drugiego właściwie nie wiem nic. Nie wiem z czym bohaterowie mają się mierzyć, że powstały aż trzy tomy. Przypuszczam, że jest to związane z osobą, która pojawia się dosłownie na ostatniej stronie tej części.
 
Bohaterowie są pozytywni, a ich postacie są świetnie wykreowane. Niczego nie brakuje nam ani w nich ani w świecie wykreowanym przez Michelle. Szkoda jedynie, że hasłami przewodnimi książki są thriller i horror (no wiadomo, że nie stu procentowy, chodzi raczej o wątki tego typu), których moim zdaniem brak, bo za każdym razem, gdy coś mogło zagrażać komukolwiek (a przypominam sobie tylko jedną taka konkretną sytuacje), zaraz zostaje ucięta, a zagrożenie wyeliminowane.
Nie ocenie szczegółowo, bo może to również ma w sobie jakiś wyższy cel.
Jestem bardzo ciekawa kolejnych tomów.
 
Moja ocena 8/10
Czy polecam? Tak 

sobota, 23 stycznia 2016

19. "November 9" - Coleen Hoover




Tytuł oryginalny: November 9
Autor: Colleen Hoover
Data wydania: 10 listopad 2015
Wydawnictwo: Atria Books
Liczba stron: 307
Kategoria: New Adult

Język: Angielski
Polska premiera: brak
 
 
 
Moja ocena: 10/10 




"- Ben. Czy ty... uprawiasz ze mną booksting?
- Booksting?
- Tak. No wiesz, kiedy seksowny facet rozmawia z dziewczyną o książkach. To jak sexting, tyle że na głos i z książkami zamiast seksu. Nie żeby to miało coś wspólnego z smsami. Dobra, więc pewnie nie ma też nic wspólnego z sextingiem, ale w mojej głowie to miało sens."
 

"Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym."

 Słyszałam, że ta książka jest genialna, ale sięgając po nią nie wiedziałam, że jest AŻ TAK genialna.
Na swoją kopię polowałam dość długo, bo koniecznie chciałam mieć pierwsze wydanie z amerykańską okładką, i oto, siedząc kilka tygodni temu na wykładzie, dostałam mailowe powiadomienie o tym, że ponownie jest dostępna i od razu ją zamówiłam.

Książka o tytule 9 listopada została wydana 10 listopada, taki fun fact.

Okładka jest obłędna i podoba mi się zdecydowanie bardziej niż brytyjska.
Ta książka złamała moje serce dobre kilka razy, za każdym razem sklejając je na nowo.

W "November 9" poznajemy historię Fallon, która podczas kolacji ze swoim ojcem poznaje Bena, który ni stąd ni zowąd postanawia udawać jej chłopaka, gdy widzi jak ten ją traktuje.
Fallon dowiaduje się, że Ben, chce zostać pisarzem, a ona przyznaje się, że chce zostać aktorką, ale jej krótka kariera zakończyła się wraz z wypadkiem, podczas którego, prawie połowa jej ciała uległa poparzeniu. 
Tej nocy, Fallon ma zostawić swoje życie w Los Angeles i przenieść się do Nowego Jorku, gdzie chce nagrywać audiobooki i spróbować swoich sił na Broadwayu.
Postanawiają spędzić resztę dnia razem, a kolejne spotkanie planują dopiero na kolejny 9 listopada. W międzyczasie obiecują sobie, że nie spróbują się ze sobą skontaktować. Będą żyć swoim życiem.
Obietnica ta, trwać ma kolejne 5 lat, bo przez kolejne 5 lat, Fallon nie zamierza się zakochać.

Uwielbiam tę książkę, uwielbiam Bena, uwielbiam Fallon, uwielbiam Colleen Hoover.
Zdecydowanie dokładam tę pozycję na moją listę "ulubionych książek". Bez bicia przyznaje, że w trakcie czytania co chwilę powtarzałam jak bardzo ich wszystkich nienawidzę. Najpierw znienawidziłam Fallon, później Bena, za to co zrobił, na sam koniec przeklinałam Colleen Hoover, za to, że napisała książkę, która tak bardzo łamała serce, i zanim zdążyło się posklejać, ona łamała je ponownie.

Nie poznajemy w niej życia bohaterów poza tą wyjątkową datą. Mamy rozdziały, które nazywają się po prostu "Pierwszy 9 listopada", "Drugi 9 listopada", oraz pod rozdziały pisany z perspektywy zarówno Bena jak i Fallon. Nie wiemy co działo się poza tymi dniami. Dowiadujemy się tego, tak, że mamy wrażenie, że jesteśmy w tej samej sytuacji co bohaterowie. Nie wiemy nic o życiu Fallon dopóki sama nam tego nie opowie, lub jeśli Ben nie zauważy zmian, choćby w jej wyglądzie.
Całość była tak nieprzewidywalna, że bohaterowie szybciej dochodzili do pewnych wniosków niż my byśmy mogli.

Pierwszy 9 listopada poznajemy na samym początku.
Drugi 9 listopada to moment, kiedy oboje nie wierzą, że druga osoba się pokaże.
Trzeci 9 listopada jest dniem kiedy wszystko się zmienia, i tak dalej.

Tylko jak mówi autorka, jak książka może być romansem, skoro nie ma dobrego zakończenia, i są tam złamane serca?
To zdecydowanie jeden z najpiękniejszych romansów jakie czytałam. Wciągnęłam się bez reszty i nie mogłam oderwać. Płakałam, śmiałam się, i przeżywałam całą historię wraz z nimi.
Jestem pewna, że jeszcze do niej wrócę, jak do wszystkich innych dzieł Colleen, które powoli zapełniają moją półkę.

Moja ocena to zasłużone 10/10, albo jakby to powiedział Ben, to była jedenastka.
Czy polecam? To chyba pytanie retoryczne.

piątek, 15 stycznia 2016

18. "Brutal Precious" - Sara Wolf



Tytuł oryginalny: Brutal Precious
Autor: Sara Wolf
Data wydania: 5 sierpnia 2014
Wydawnictwo: Amazon Digital Services
Kategoria: Young Adult
Cykl: Lovely Vicious (Tom 3)


Język: Angielski
 
 
 
 
 
Moja ocena: 7/10
 
 
 
 
"Czasami,kiedy życie kopnie cię w tyłek, musisz mu oddać kopnięcie.
W jaja
Butem, ze stalową podeszwą."
 
 
 


Przed nami ostatni (nareszcie) tom serii "Lovely Vicious", który, tak jak wspominałam w recenzji poprzedniej części powinien był być po prostu jednotomową książką. Nie wiem co sprawiło, że autorka rozbiła go zupełnie nie potrzebnie na trzy części, nie wiem.
 
Mam mieszane uczucia po przeczytaniu, ale może zacznę najpierw od krótkiego opisu.
W tej części przedstawiane są wydarzenia, po tragicznym zakończeniu pokazanym w "Savage Delight". Po tym, gdy umiera bliska Jackowi osoba, ten postanawia zrezygnować ze studiów na Harvardzie i wyjeżdża, zostawiając tylko krótki list pożegnalny dla matki i bilet do Paryża dla Isis (którego ona sama znajduje, gdy ten jest już nie ważny). Ona również rezygnuje z uczelni z Ligi Bluszczowej i idzie na uniwersytet znajdujący się blisko domu, tak, żeby mogła odwiedzać matkę.
Isis nie była zakochana od dawna, choć tylko tak jej się wydaje, bo po wcześniej wymienionych wydarzeniach znów udaje, przywdziewając maskę odważnej, zabawnej dziewczyny idzie na studia.
Choć nie spodziewa się, że w szkole spotka nie tylko jej koszmar, chłopaka którego nie chciała już nigdy więcej oglądać, a mianowicie nazywanego przez nią "Bezimiennego". W szkole pojawia się również Jack, bajka jednak nie kończy się, tak jak może się nam wydawać, bo jesteśmy dopiero na początku książki.
 
Generalnie, najlepiej będzie jeśli zacznę najpierw od tego czego mi w tej książce brakuje, a mianowicie odpowiedzi...
 
Autorka porusza tak wiele wątków, ukazuje tak wiele sytuacji, ale nie daje nam ani jednej odpowiedzi i po przeczytaniu nie wiem w ogóle co o tym myśleć. Powiem dokładnie, jakich odpowiedzi szukałam:
- Nie dowiadujemy się co dolegało Sophii.
- Nie dowiadujemy się tego, czy Sophia leżała w szpitalu od wydarzeń z retrospekcji, gdy miała 14 lat czy trafiła tam dopiero później.
- Nie dowiadujemy się niczego na temat jej poronienia (co moim zdaniem powinno było zostać bardziej poruszone)
- Nie dowiadujemy się również, na operację czego zbierał dla niej Jack, i przez co mogła była umrzeć (O jej chorobie autorka nawija odkąd tylko pojawił się wątek Sophii, ale jakoś nie wyjaśniła nam niczego na temat szpitala czy choroby. Nic)
- Nie wiemy co dalej z kobietą, której Jack wysyłał pieniądze podszywając się pod fundację pomagającą samotnym matkom.
- Nie wiemy co dalej z matką Isis, którą dziewczyna tak się opiekowała gdy ta popadła w depresje. Dwa pierwsze tomy ukazywały Isis jako opiekuńczą córkę, która większość czasu spędza przy matce, a w trzecim tomie, autorka jakby zapomniała o jej istnieniu.
 
To główne pytania, do których nie znalazłam odpowiedzi, ale gdybym chciała szukać szczegółów pewnie wydłużyłabym listę o drugie tyle punktów.
 
Seria nie była zła. Była dobrym, typowym Young Adult, które lubię. Lepiej będzie, jeśli określę ją po prostu jako "Niedopracowaną", bo miałam wrażenie, jakby to był po prostu Wattpadowy fanfic, a nie książka za którą się płaci.
 
Czyta się dobrze, w miarę szybko (również za sprawą małej ilości stron), ale brakuje mi tu akcji. Nie mówię tylko o zwrotach akcji których tu po prostu brak ale jakiejkolwiek akcji. Nic tu się nie dzieje. W pierwszej części mogliśmy czytać o wojnach między głównymi bohaterami, które nadawały tamtemu tomowi charakteru. Tu tego zabrakło.
Gdyby to była jedna książka, a nie seria, byłoby inaczej, wiadomo, są momenty w książce które są ciekawsze i nudniejsze.
ALE
Skoro autorka chciała się wybronić, robiąc z tego swoistą "trylogię" powinna mieć więcej w zanadrzu niż to co nam przedstawiła. Było miminalnie ciekawiej niż w poprzedniej części dlatego dałam 7 gwiazdek, nie 6,5, ale nadal nie jestem pewna czy to dobry wynik.
 
Czego jestem pewna, to tego, że do książki raczej nigdy nie wrócę (mimo, że mam nawyk czytania niektórych powieści i po kilka razy). Nie ma tu żadnego punktu zaczepienia do którego chciałabym wrócić.
Nie żałuje, że przeczytałam, bo każda książka to nowe doświadczenie. Autorkę samą w sobie, ocenie dopiero po tym, gdy przeczytam jakąś inną jej pozycję, ale jak na razie mnie nie powaliła.
 
Utwierdziłam się w przekonaniu na pewno co do jednego.
Nigdy więcej Young Adult z kategorii romansów które mają więcej niż jeden tom.
 
Moja ocena? Słabe 7/10
Czy polecam? Jak nie będziecie mieć niczego innego do czytania, albo będziecie chcieli typowej książki "zapychacza" pomiędzy jedną książką a inną to jak najbardziej.
 

piątek, 8 stycznia 2016

17. "Piękny Sekret" - Christina Lauren



Tytuł oryginalny: Beautiful Secret
Autor: Christina Lauren
Data wydania: 04 lipca 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Liczba stron: 416
Kategoria: Romans
Cykl: Beautiful Bastard (Tom 4)

Język: Polski



 
 
 
 
Moja ocena: 6/10
 

 
"For some reason I was unable to call him by his only given name. Niall Stella was a two man honor. Like Prince Harry or Jesus Christ.” 
 
Kolejny, czwarty tom serii (na razie nie słyszałam o planie wydania go w Polsce, ale myślę, że się pojawi, wcześniej lub później). Ukazano tu historię Ruby, która podkochuje się w Niallu Stelli (tak, tak jak się zapewne domyślacie, jest to brat Maxa). 
Trwa to już dobre kilka miesięcy, a ona sama, ukochanego, widzi tylko raz w tygodniu na zebraniu. Sama w firmie jest dopiero stażystką.

Niall jest odzwierciedleniem jej marzeń. Liczy każde jego spojrzenie skierowane w jej stronę, każde słowo. Wszystko co tylko może ukazywać jego uwagę.
Aż do dnia kiedy razem lecą do Nowego Jorku, gdy Ruby ma zastąpić swojego szefa, którego żona zaczyna rodzić.

Trochę nierealistyczne, ale wiadomo, jakoś musiało się zacząć.

Niall co raz bardziej zaczyna zwracać uwagę na współtowarzyszkę. Podoba mu się młodsza stażystka, ale po nieudanym małżeństwie, nie chce się do tego przyznać.
No tak, nie wspominałam że Niall w życiu był tylko z jedną kobietą? Trochę odchodzi to od standardowego schematu romansów, gdzie facet obowiązkowo musi być playboyem i zalicza każdą dziewczynę, która tylko się napatoczy. To mi się podoba.

Wracając. Niall wyznaje to Ruby, ich znajomość rozpoczyna się powoli (No cóż. Czytając zobaczymy, że to było trochę inne powoli niż mogłoby się wydawać) . Właściwie, to powoli oznacza, że on nie chce się z nią kochać, dopóki nie będzie w niej zakochany. Ona się na to zgadza.
Przy okazji pojawiają się bohaterowie poprzednich tomów czyli Bennett, Max i Will. Dowiadujemy się, ogólnikowo rzecz jasna, jak dalej potoczyło się ich życie.

Generalnie mam mieszane uczucia co do tego tomu. Poprzednie części podobały mi sie zdecydowanie bardziej. Nie mogłam się oderwać, a kolejne wydarzenia naprawdę mnie zaskakiwały. Tu? Jakoś zaskoczeń brak. Mamy utarty schemat, który mogłam sobie narysować po samym przeczytaniu opisu tej części.
Polubiłam Ruby (nawet), tak samo jak i Nialla, ale mam wrażenie że są trochę nudni. Brak im tej iskry, która sprawiałaby, że przeżywałabym bardziej ich historię i może jako tako utożsamiała się z bohaterami (bo również o to chodzi w książkach). Ona reaguje dość przesadnie (a po jednym incydencie kiedy zaczęła zachowywać się jakby on co najmniej rozjechał na jej oczach jej szczeniaka jeszcze ciężej mi się to czytało). To było naprawdę dziwne, bo przeszła z fazy "jesteś ideałem, podkochuje się w tobie od miesięcy, jedyne o czym marze to ty, zdający sobie sprawę, z faktu że istnieje" do "Aha okej zrobił to. To nic że to nie miało znaczenia, to nic, że rozmawiamy ze sobą raptem miesiąc, nie chce cię więcej widzieć". Co najmniej dziwne. 
Niall z resztą, też był dziwny, taki jakby zagubiony we własnym życiu, zupełnie nie jak trzydziestolatek po jedenastoletnim małżeństwie. Wiceprezes wielkiej firmy.

Książka jest dość długa i miałam trochę wrażenie, że aż przydługa. Czytałam, czytałam, i z tyłu głowy miałam nadzieje, że zaraz skończę. Historia naciągana moim zdaniem. Byłoby lepiej, gdyby autorki (bo to w końcu duet), pozostały przy trzech, poprzednich, naprawdę świetnych tomach i zabrały się za coś nowego, świeżego. Miałam wrażenie, że najlepsze części tomu, to te fragmenty w których pojawiali się moi ulubieńcy z poprzednich części.
Zakończenie? Przewidywalne. Bardzo

Podsumowując napiszę tak. Książka zła nie jest. Czytałam wiele, z lepszymi opiniami, które były znacznie gorsze. Ta nadaje się na nudne wieczory, kiedy chcemy przeczytać coś lekkiego. Coś co przeczytamy i za jakiś czas zapomnimy, że czytaliśmy. Nie zmieni ona naszego życia, poglądów, no niczego. Nadaje się jednak to przeczytania, nacieszenia się prostą, przewidywalną historią przy kubku gorącej herbaty, kiedy za oknem deszcz (lub śnieg).

Moja ocena? Takie 6/10
Czy polecam? Jeśli nie macie pomysłu co przeczytać, a szukacie czegoś co "zapcha" wam wolny czas, zanim traficie na kolejną fajną lekturę to tak. Jeśli jednak macie wielką listę czytelniczą, pełną świetnych pozycji, które tylko czekają na swoją kolej, to darujcie sobie, albo odłóżcie, na wyżej wspomniany czas, kiedy potrzebny wam będzie jakiś zapychacz. 

piątek, 1 stycznia 2016

16. "Savage Delight" - Sara Wolf



Tytuł oryginalny: Savage Delight
Autor: Sara Wolf
Data wydania: 10 lutego 2014
Wydawnictwo: Amazon Digital Services
Kategoria: Young Adult
Cykl: Lovely Vicious (Tom 2)

Język: Angielski
 
 
 
 
 


Moja ocena: 6,5/10
 
 
"- I like you.
- Ah!
- I like you.
- Stop!
- Oh, this will be fun.
- I will kill you slowly."
 
Druga część, czyli kontynuacja Lovely Vicious zapowiadała się naprawdę ciekawie biorąc pod uwagę, że wątek zakończono na amnezji głównej bohaterki, po tym, gdy straciła pamięć przez byłego chłopaka swojej matki - Leo - który spowodował u niej rozległe obrażenia głowy.
W szpitalu, poznaje osobę, której nie spodziewała się spotkać (to było do przewidzenia), Sophię, czyli dziewczynę/nie dziewczynę Jacka z którą się zaprzyjaźnia.
 
Drugi tom skupia się głównie na retrospekcjach. Poznajemy (wreszcie!!!) prawie w całości historię i tajemnice bohaterów, choć nadal nie wiemy do końca co zrobił Jack.
Dowiadujemy się pewnych faktów, które mogą wydać się nam zaskakujące. Lepiej poznajemy drugoplanowych bohaterów, czyli Kaylę, Wrena i Avery. No i oczywiście, wspomnianą wcześniej Sophię.
 
Powiem szczerze, że drugi tom trochę mnie wynudził. Nie czytałam z takim podekscytowaniem i zaangażowaniem jak wcześniej, CHOĆ, muszę przyznać, że tak czy siak poszło mi szybko biorąc pod uwagę, że w tym samym czasie nadrabiałam odcinki pewnego serialu.
Właśnie dlatego nie lubię książek z kategorii Young Adult które rozbijane są na kilka tomów, bo w większości przypadków są po prostu nudne. Uważam, że autorka z całej serii mogła na spokojnie zrobić jeden, konkretny tom, zamiast rozbijać go na trzy części.
 
Isis zmieniła się w tym tomie. Na pewno przestała być irytująca i lepiej czyta się to, co ukazywane jest z jej perspektywy.
Jack? Jack to Jack, nadal bardzo go lubię.
 
W tej części właściwie akcja skupia się głównie na szpitalu i na więzi którą Isis łączy, z niedawno poznaną Sophią. Piękną, blond-włosą, chorą  dziewczyną, niegdyś ukochaną Jacka, z którą pierwsze "spotkanie" miała poprzez przeczytanie listu od niej, zaadresowanej do chłopaka, gdy wykradła jeden z jego pokoju.
Gdy Sophia zdaje sobie sprawę, że między Isis a Jackiem wytworzyła się chemia, wpada w furię, twierdząc, że dziewczyna odbiera jej ostatnią rzecz jaka jej pozostała (jakby miała akt własności Jacka pod łóżkiem). Generalnie, nie polubiłam jej, nie dlatego, że stała na drodze tej dwójki, ale dlatego, że była egoistką. Można to zrozumieć, choroba zmienia ludzi, ale to nie znaczy, że wszystko się jej należy. Jack, żeby opłacić jej operacje został Eskortem/Towarzyszem (dla niezorientowanych, Eskort to osoba której płaci się, za to, żeby publicznie się z kimś pokazała, udawała związek, co później najczęściej kończy się na usługach seksualnych), jej nadal było jednak mało.
 
Historia kończy się tragicznie, i nie tragicznie, tak jak moglibyśmy uznać pierwszy tom. Żeby dowiedzieć się co się stało, musicie po prostu przeczytać.
 
Moja ocena? 6,5/10
Czy polecam? Raczej tak, trzeba przeczytać wszystkie trzy części. 

piątek, 25 grudnia 2015

15. "Piękny Gracz" - Christina Lauren



Tytuł polski: Piękny Gracz
Tytuł oryginalny: Beautiful Player
Autor: Christina Lauren
Data wydania: 16 listopada 2015
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron:-
Kategoria: Romans
Cykl: Beautiful Bastard (Tom 3)

Język: Polski
 
 
 
Moja ocena: 8/10
 
 
 
“Ben,” Max said, leaning back in his chair with a giant grin. “It’s finally happened.”
I groaned, resting my head on my hand.
“You got your period?” Bennett asked. “Congratulations.”
“No, you twat,” Max said, laughing. “I’m talking about Will. He’s gone arse over tits for a girl.”
 
 Trzeci tom serii okazał się być moim ulubionym, a pierwsze hasło jakie przychodzi mi do głowy po zakończeniu tej pozycji to "humor".
Tak. Dialogi głównych bohaterów zapadają w pamięć i nie idzie powstrzymać ciskającego się na usta uśmiechu, szczególnie, gdy dialogi tworzy święta trójca w postaci niezawodnego Bennetta, genialnego Maxa, i nie mniej świetnego Willa.

Bardzo podoba mi się fakt, że każdy tom serii opowiadał o innej parze, ale tak czy siak, każda z nich do siebie nawiązuje w taki sposób, że poznajemy pobieżne kontynuacje historii każdego bohatera, ale jednocześnie skupiamy się na parze, która jest akurat główną w danej części. Polubiłam poprzednie pary, dlatego fajnie się czyta, gdy znowu się pojawiają i wiemy jak potoczyło się ich życie.
Oczywiście, nic by się nie stało, gdyby ktoś przeczytał książki w innej kolejności, lub zabrałby się tylko za jedną część (przykładowo tylko za "Pięknego Gracza"). Autorki tworzą świat w ten sposób, że jesteśmy w stanie czytać i nie gubić się w fabule nawet gdy na scenę wkracza Max, Sara, czy Bennett i Chloe. Jeśli ktoś nie czytał, to dla niego są tylko przyjaciółmi, dla których Will był dotąd trochę piątym kołem u wozu. Jedyny bez stałej partnerki.
Jeśli ktoś zaś zna historie poprzednich par, to jak już wspomniałam, jest to miły dodatek do całości.

W tej części bliżej poznajemy Willa, czyli trzeciego przyjaciela z paczki, oraz Hanne, najmłodszą siostrę bliskiego przyjaciela Willa. Młodą studentkę, która cały swój wolny czas spędza w laboratorium. Will jest 7 lat od niej starszy i tak naprawdę nigdy wcześniej nie była z nim w bliższym kontakcie. Był przyjacielem jej brata, a 12 lat wcześniej miał przelotny romans z jej starszą siostrą gdy pomieszkiwał u jej rodziny.

O tak.
Macie przed sobą książkę, z jedną z bardziej powszechnych fabuł, a mianowicie, dziewczyna od dawna podkochuje się w przyjacielu brata. Czyż nie znamy takich historii z innych książek?
Znamy. Jednak tu, tematyka fabuły jest jedyną powtarzalną częścią. Reszta zaskakuje i zdecydowanie wybija się na tle innych powieści tego typu i podobnej temu fabuły (trochę kojarzy mi się z jedną z książek Jennifer Armentrout piszącej pod pseudonimem J.Lynn, ale na podobieństwie tematyki się kończy, choć i tamtą również polecam).

Wracając do fabuły. Starszy brat, chcąc pomóc siostrzyczce prosi starego kumpla o przysługę, a mianowicie o to, żeby pomógł jego siostrze otworzyć się na ludzi i na świat, gdy praca i studia pochłaniają całe jej życie. Ostatnie ciuchy kupiła sobie w liceum, a je, tylko wtedy kiedy nie zapomni.
Will zaś, jak poprzedni bohaterowie serii jest biznesmenem. Jego życie to praca, i przelotne romanse w każdy wtorek i sobotę z tymi samymi dziewczynami, z przerwami na inne które czasem się nawiną.
Tytuł "Piękny Gracz" nie wziął się przecież z powietrza.
Historia zaczyna się od wspólnego porannego biegu, który przeradza się w rutynę i odtąd Will i Hanna spędzają tak każdy poranek przygotowując się do maratonu.

Nie byłaby to jednak powieść z kategorii "New Adult", gdyby było tak grzecznie.
Hanna chce nauczyć się nie tylko tego jak żyć wśród ludzi, ale również tego, jak ma traktować facetów. Chce nauczyć się wszystkiego krok po kroku.
I właśnie w ten sposób, krok po kroku (nie oczekujcie powtórki z "Pięknego Drania" czy "Pięknego Nieznajomego" gdzie gorące sceny i chemia bohaterów zaczynała się już na pierwszych kilkunastu stronach, tu musicie poczekać trochę dłużej, ale warto, i wydaje mi się, że właśnie dlatego, ta część spodobała mi się bardziej niż poprzednie) chemia która tworzyła się stopniowo doprowadza ich do tego, że lądują w łóżku.
 
Will był typowym fuckboyem, Hanna zaś szarą myszką, która zaczynała się otwierać gdy tylko czuła się przy kimś swobodnie. Bardzo ją polubiłam. Jej otwartość była przyjemną odskocznią od typowych szarych myszek z innych powieści, które były tak mdłe i nudne, a w dodatku autorki często nadawały im tak pretensjonalne charaktery, że po prostu miało się ochotę ominąć strony na których się wypowiadały. Hanna, tak jak i poprzednie damskie postacie z innych części była naprawdę świetną dziewczyną.
 
Jak zwykle, gorące sceny nie dominowały w książce, nie miało się wrażenia, że jest ich aż za dużo. Sama skupiałam się głównie na spotkaniach głównych bohaterów, które były naprawdę ciekawe, oraz na rozwijającym się związku, początkowych "przyjaciół z korzyściami".  

Zabrakło mi tylko jednej rzeczy. Moim zdaniem książka powinna była być dłuższa o jakieś pięćdziesiąt stron, na których autorki opisałyby moment "ujawnienia" się przed najbliższymi, bo w końcu Will był najlepszym przyjacielem brata Hanny. Tego mi brakowało, bo zawsze lubiłam czytać reakcje braci, na fakt, że ich przyjaciel zaczął bardziej interesować się ich maleńkimi siostrzyczkami.
Szkoda, ale to tak naprawdę jedyna rzecz która się nie pojawiła, a którą miałam nadzieję przeczytać.

Reszta? Świetna.
Teraz czas na kolejną część serii, która jeszcze nie została wydana po polsku, szczerze to nawet nie wiem czy wydawnictwo ma w planach ją wydać.

Moja ocena? 8/10
Czy polecam? Jak najbardziej.